sobota, 25 października 2014

ALBUS. ROZDZIAŁ 2, CZĘŚĆ 2 – "CEREMONIA PRZYDZIAŁU"

ALBUS. ROZDZIAŁ 2, CZĘŚĆ 2 – "CEREMONIA PRZYDZIAŁU"

Albus zauważył zaciekawienie profesora jego osobą i zdenerwował się jeszcze bardziej. Mimo to przepchnął się przez stojących z przodu pierwszoklasistów i z ociąganiem usiadł na krześle. Powstrzymał chęć zamknięcia oczu i rozejrzał się po Wielkiej Sali. Nastała grobowa cisza, a wszyscy z zainteresowaniem wlepiali w niego ślepia, wyczekując. Tylko na co? Nie miał zielonego pojęcia. Poczuł skurcz w żołądku, gdy Tiara opadła mu na głowę, zakrywając czoło.
- O, kolejny Potter – przywitała się Tiara Przydziału. - Gdzie by cię tu przydzielić, co? Gryffindor? Slytherin?
Albus przełknął ślinę. Tak długo czekał na ten moment, a kiedy przyszło co do czego chciał uciec z Wielkiej Sali albo przynajmniej zwymiotować na świeżo wypolerowaną posadzkę.
- Z pewnością dokonasz wielkich czynów, jesteś też lojalny i szlachetny. Te cechy ceni się najbardziej w Gryffindorze.
Chłopak westchnął z ulgą.
- Jednak... - kontynuowała Tiara.
Jakie jednak? Co jednak? Przecież pasował do Gryffindoru, miał cechy Gryfona, czegóż chcieć więcej? Jakich dowodów? Skoro tak, to dlaczego nie słyszał jeszcze potężnego wrzasku „GRYFFINDOR”, a Gryfoni nie zaczęli wiwatować i skandować jego imienia?
- Co sądzisz o Slytherinie? Czy tam też nie trafiają wielcy czarodzieje... taak, silni i wielcy czarodzieje. Powiedz, nie chciałbyś zostać kimś sławnym? Slytherin mógłby ci to umożliwić - przekonywała Tiara. - Czy aż tak bardzo chcesz dostać się do Gryffindoru?
- T-tak – odpowiedział Albus po chwili namysłu. - Moi rodzice i brat... - zaczął, ale kapelusz nie dał mu skończyć.
- Myślisz, że twoi rodzicie i brat nie nadawali się do innych Domów? Twojego ojca na samym początku chciałem przydzielić do Slytherinu, ale on wybrał Gryffindor, jak pewnie wiesz. Twoja matka Ginewra jest z Weasley'ów, prawda? Każdy z Weasley'ów nadaje się na Gryfona. Co do twojej matki zastanawiam się, czy nie wybrałem pochopnie. Po kilku latach w Hogwarcie przybrała cechy rodowitego Ślizgona, jak przebiegłość czy spryt – opowiadała Tiara.
- A co z moim bratem? - zaciekawił się Albus.
- Również trudny orzech do zgryzienia. Wy, Potterowie, macie w sobie coś... niespotykanego. Przez setki lat kariery spotkałem się z różnymi czarodziejami, ale żadne nie pasowało tak samo dobrze to dwóch różnych Domów jak wasza rodzinka. Jesteś pewien, że nie chcesz wybrać Slytherinu?
- Chyba nie – odpowiedział Albus, ale bez przekonania. Sam już nie wiedział, w co ma wierzyć.
- Czy twoja niechęć do Slytherinu przysłoniła ci umysł czy tylko zaczepki brata? - zagaiła Tiara, niby to złośliwie, niby zaciekawiona.
- J-ja nie... To nie przez niego.
- Gryffindor ma już swojego Pottera. Chyba wyszłoby na jaw, że ich faworyzuję, skoro dam im dwóch. Wszystko przez to, że stworzył mnie Godryk, aj, aj, ciężkie życie. Może nawet stracę posadę.
Albus jednak już nie słuchał narzekań Tiary Przydziału. Zaczął gorączkowo myśleć o swoim bracie i o jego złośliwych uwagacg. Dlaczego śmiał się, że on mógł dostać się do Slytherinu, skoro sam miał taką możliwość? Czy rozmawiając z Tiarą bał się tak samo, jak on teraz? Wybrał Gryffindor ze strachu? Cała rodzina: ich tata i mama, wujek Ron i ciocia Hermiona, Teddy, Wesley'owie byli Gryfonami. Czy to aż taki wstyd, jeśli jedno z nich nie będzie kontynuowało rodzinnej tradycji? Czy bycie Ślizgonem jest aż tak złe?
- Cóż, wygląda na to, że nie zmienisz zdania – szepnęła zrezygnowana Tiara. - Nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć... GRYFF... - zaczęła Tiara, ale Albus przerwał jej spanikowany.
- Nie! Nie Gryffindor. Wybieram Slytherin. SLYTHERIN – oświadczył chłopak, pewnie akcentując każde słowo, szczególnie te ostatnie.
- SLYTHERIN! - ryknęła uradowana Tiara Przydziału. - Do widzenia, Albusie – powiedziała jeszcze, zanim profesor Flitwick podniósł ją do góry.
Gdy do Albusa doszło, co właśnie się stało, poczuł ulgę, która jednak szybko została zakłócona. Bowiem od strony stołu Ślizgonów rozchodził się tak potężny wiwat, że zagłuszał wszystko inne, łącznie z jękami rozczarowania Gryfonów ze stołu obok. Albus rozpromienił się, że tak radośnie go powitano i ruszył w stronę czarodziejów i czarownic ze Slytherinu, którzy skandowali nie tylko jego imię, ale zgodnie wrzeszczeli też:
- TAK! TAAK! MAMY POTTERA! MAMY POTTERA.
Albus dostrzegł przy stole Gryfonów zszokowanych kuzynów i kuzynki oraz innych nieznajomych uczniów. W tym Rose, która wyglądała na rozczarowaną, ale mimo to uśmiechała się zachęcająco. Albusowi zrobiło się jej żal, ale przecież i tak będą mogli spotykać się na lekcjach oraz po lekcjach, razem będą odrabiać prace domowe, najlepiej w bibliotece... Wtedy dostrzegł twarz swojego starszego brata, który patrzył na niego najpierw zdziwionym wzrokiem, ale zaraz przerodził się on w podejrzliwy. A na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek. Odwrócił się i szepnął coś Fredowi na ucho, co usłyszał również Malfoy, siedzący plecami do Jamesa i walnął go książką po głowie. Starszy Potter odwrócił się, obrażony. Więcej nie spojrzał już na młodszego brata.
Albus usiadł przy innych pierwszorocznych Ślizgonach, którzy razem ze starszakami podawali mu dłonie na zmianę. Chłopak nie wiedział nawet, komu w danej chwili uścisnął dłoń, ale był szczęśliwy, że wszyscy tam cieszyli się z jego towarzystwa.
W końcu zaczepił go chłopak, siedzący naprzeciwko.
- Cześć, jestem Patrick Shawbury, miło poznać – przedstawił się szybko. - Ty jesteś ten Potter, racja? TEN Potter? - pytał, jakby nie dając wiary w to, że ma przed oczami jakąś sławną osobistość.
- To zależy... – odparł zmieszany Albus.
- No, syn Harry'ego Pottera! - wybuchnął w końcu Patrick. - Tego, który pokonał Voldemorta 19 lat temu? Rodzice mi opowiadali o tej bitwie... stary, twój stary jest legendą... Czy on...
- Starczy tego dobrego, Shawbury – powiedział wysoki czarodziej o kręconych czarnych włosach, klepiąc Patricka po ramieniu. - Możesz już być cicho. Zrozumiałeś czy napisać w liście z pieczątką? Jednak wątpię, czy twój PUPIL sobie z tym poradzi.
Młodszy czarodziej natychmiast się ulotnił, nawet nie oglądając się za siebie.
- Jesteś może... - chciał zapytać Albus, ale chłopak natychmiast mu przerwał.
- Prefektem Slytherinu – dokończył z sympatycznym uśmiechem, wskazując palcem plakietkę przyczepioną do szaty. - Tak, jestem. Nazywam się Sargas Lestrange. Na twoje szczęście ja tutaj rządzę, więc jeśli jesteś ze mną, nic ci nie grozi.
Albus zmarszczył brwi.
- Co miałoby mi grozić? - zapytał podejrzliwie.
- No wiesz, ci ze starszych klas mają swoje sposoby, żeby powitać młodszych – odparł, ale widząc zmieszaną minę chłopca, dodał nerwowo: - Pewnie sądzisz, że Slytherin nie jest zbyt przyjaznym miejscem, ale pomijając kilku wrednych uczniów, jest tu całkiem spoko. Zresztą sam się przekonasz. To taka wiadomość powitalna.
Zachichotał mrożącym krew w żyłach niskim głosem.
- Witaj w Slytherinie, Domu Najlepszych – odparł, wyciągając rękę do Albusa.
Ten uścisnął ją niepewnie, mrucząc:
- Albus Potter, miło mi.
- Nie denerwuj się tak, lekcje jeszcze się nie zaczęły – parsknął Sargas.
Albus odwzajemnił uśmiech.
- Czyli jednak mam czego się bać.
Potterowi udzielił się dobry nastrój chłopaka, który mimo że na pierwszy rzut oka wydawał się przerażający, okazał się całkiem miły.
Ślizgon machnął ręką, pokazując całą kadrę nauczycielską, mówiąc:
- Sam oceń.
Albus przyjrzał się osobom przy stole na końcu sali. Było w nim kilkoro nauczycieli, których nie rozpoznawał, jednak większość znał. Hagrida, który uczył Opieki nad magicznymi stworzeniami albo Neville'a Longbottoma, przyjaciela ojca, nauczyciela Zielarstwa, od czasu do czasu zjawiającego się na obiedzie u państwa Potterów. Z opowieści ojca oraz brata poznał jeszcze panią Hooch (z bystrym spojrzeniem i nastroszonymi włosami), Sybillę Trelawney (która ubierała się dość dziwnie, jak bezdomna), pana Flitwicka (który wprowadził ich do sali i był bardzo niski). Horacego Slughorna Albusowi udało się spotkać w rzeczywistości, ponieważ ojciec chłopca był jednym z jego ulubionych uczniów.
Najbardziej jego uwagę przyciągała para siedząca w kącie stołu, mężczyzna w niebieskich szatach oraz kobieta z czarnymi włosami w nieczarodziejskim stroju. Tę drugą osobę naturalnie poznawał z pociągu. Była to Alphard Shade, która powaliła Aurora z Ministerstwa jednym zaklęciem, żeby pomóc Jamesowi. Tak sądzili wszyscy tam obecni. Albus jednak miał własną teorię. Podejrzewał, że wcale nie chodziło o ratunek, a profesor Shade zdenerwowała się, kiedy nagle wyrwano ją ze snu. Czyn ten uznawał za bardziej samolubny niż heroiczny. Wcześniej nie mógł się jej przyjrzeć, ale w Wielkiej Sali widział w jej zachowaniu oraz twarzy coś niepokojącego, nie nosiła szaty jak każdy czarodziej i rozglądała się po pomieszczeniu jakby była tam pierwszy raz... albo czegoś lub kogoś szukała.
Profesor obok Shade wyglądał jak chodzący szkielet, miał brązową czuprynę i gawędził sobie z Hagridem, jakby byli przyjaciółmi od wielu lat.
Albus szturchnął Sargasa w ramię, pytając:
- Kim jest ten nauczyciel siedzacy obok Hagrida, ten chudy?
- Aaa, tamten? – odparł chłopak, wskazując palcem w miejsce, w którym siedział mężczyzna. - Zaciekawił cię, prawda? To Aneurin Bevan, uczy Transmutacji i jest chyba najlepszym nauczycielem, odkąd tylko się zjawił.
- Jest aż taki dobry? - zdziwił się Potter.
- Świetnie uczy, ale to nie jest powodem jego popularności. Jest najbardziej przyjazną i otwartą osobą w Hogwarcie. Nie da się go nie lubić.
- Od kiedy uczy?
- Niewiele. Zaledwie kilka lat. Nauczał, zanim zjawiłem się w szkole, tyle wiem. Ale ta kobieta obok... - zadrżał mu głos.
Podczas gdy Albus zajadał się udkami z kurczaka i innymi pysznościami oraz popijał wszystko sokiem dyniowym, Sargas ścisnął swój puchar z czerwonym sokiem tak mocno, że zbielały mu kostki. Potter posłał mu pytające spojrzenie. Nie zdążył zapytać, co z nią, ponieważ dyrektor, czyli mężczyzna z chytrym wyrazem twarzy i siwym zarostem, zastukał kilka razy łyżeczką w puchar, cierpliwie, aż w sali nie zrobiło się dostatecznie cicho. Wszyscy zwrócili głowy w jego stronę.
- Zapraszam do hymnu szkoły – powiedział, a Albus wątpił, czy uczniowie na końcu sali go usłyszeli, ponieważ on i Sargas ledwo mogli zrozumieć, co mówił.
Okazało się jednak, że każdy wiedział, o co chodzi, ponieważ jedni zaczęli wstawać, a inni nie. Większość Ślizgonów została na swoim miejscu, toteż Potter postanowił zrobić to samo. I wtedy się zaczęło... wycie, fałszowanie... okropne jęki – a okazało się, że to tylko hymn szkoły, który każdy śpiewał w różnych intonacjach i w swoim tempie. Chłopak zdołał zrozumieć słowa i po chwili nucił razem ze wszystkimi. Postanowił dostosować się do tempa Sargasa.

Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego,
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego,
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna.
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwie zipie,
My zaś będziemy wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!

Dość nietypowy występ artystyczny dyrektor skomentował w następujący sposób:
- Nie ma nic lepszego dla uszu niż dźwięk młodych śpiewających najpiękniejszą piosenkę w całym czarodziejskim życiu.
- Czy on jest trochę...? - zaczął Albus, szturchając Sargasa w ramię.
- Szalony? - dokończył za niego chłopak. - Tak, najpewniej. Ale za to jaki silny.
Pottera zadowoliła ta odpowiedź.
- Jak zwykle mam dla was kilka ogłoszeń, zanim prefekci odprowadzą was do waszych dormitoriów – kontynuował staruszek, jakby ze znudzeniem. - Co tam jeszcze...? - powiedział i podrapał się po głowie, strącając tym samym na bok swój ogromny kapelusz. - Cóż nie pamiętam, co miałem wam przekazać, a zgubiłem karteczkę, gdzie miałem to wszystko zapisane.
Kilkanaście osób z całej sali zaśmiało się, w tym Slughorn, Shade oraz Hagrid. Pozostali patrzyli na siebie z zażenowaniem. Bevan zachichotał tylko i równie szybko się opanował, znów przywdziewając maskę powagi.
- Najważniejsze... w związku z incydentem z poprzedniego roku, Motomi Shinji zrezygnował ze swojej posady, a na jego miejsce zatrudniliśmy profesor Alphard Shade, która od jutra będzie uczyć was Obrony przed czarną magią – mówił, wskazując ręką czarnowłosą kobietę, która wstała i ukłoniła się sztywno z nerwowym uśmiechem na twarzy. - Niech was nie zrazi młody wiek, prawdziwe z niej ziółko. Mam nadzieję, że spełni się w roli nauczycielki w Hogwarcie.
Rozległy się zdawkowe oklaski i szepty uczniów, niektóre krytyczne, niektóre zachwycone.
- Jak oni mogli to zrobić?
Albus usłyszał obok swojego ucha oburzony szept. Rozejrzał się i zauważył chłopaka, siedzącego naprzeciwko stołu. Zwrócił się on w stronę prefekta Ślizgonów.
- Nie mów, że to akceptujesz, Sargasie. Profesor Motomi może nie był najprzyjemniejszy, ale jego sposób nauczania był nie do przebicia – mówił z ustami pełnymi czekoladowego puddingu. - Prawda, Maisey?
Szturchnął ramieniem chłopaka o nastroszonych włosach, które wyglądały jakby poraził go prąd. Miał on małe przestraszone oczy, a jego wyraz twarzy wskazywał na to, że nie spał co najmniej od kilku dni. Mimo to na jego twarzy gościł lekki uśmiech.
- Ja nie wiem... może... Motomi nie był zbyt... w ogóle nie był... – mówił powoli, zastanawiając się nad każdym słowem.
- Wiem – warknął Sargas do tego z jasnymi włosami, ignorując chłopaka o imieniu Maisey. - Ale co mogę zrobić? Nie mnie decydować, kogo wyrzucają z Hogwartu, a kto, choćby najbardziej niedoświadczony, zostaje zatrudniony.
- Ten poprzedni nauczyciel został wyrzucony? - zaciekawił się Albus.
- A tak, mały Potter – odparł chłopak z naprzeciwka, starając się opanować złość. - Czwarty rok w tej szkole, David Shawbury, poznałeś mojego głupiego braciszka. A ten tutaj to Maise Bromley, w skrócie Maisey – powiedział, wskazując kciukiem chłopaka z nastroszonymi włosami, który był zajęty rozmową z jasnowłosą dziewczyną. - Jest od ciebie rok starszy.

Albus przedstawił się i wyciągnął dłoń, ale David nawet nie raczył jej uściskać, tylko zignorował ten gest, zacisnął zęby i widząc, że prefekt Ślizgonów już nic mu nie odpowie, znów zaczął patrzeć na dyrektora, który kontynuował przemowę.

--------------------------

Rozdział Numer Dwa jest skończony. :D Wyszedł trochę długi, ale mam nadzieję, że to wam nie przeszkadza. Co o nim sądzicie? Przypadł wam do gustu? Czy wręcz przeciwnie? Chętnie przyjmę krytykę oraz każdy inny komentarz, byleby zaczęło się tu coś dziać. XD Tak więc oceniajcie, komentujcie, dajcie znać znajomym. Bye. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz